W tym roku na święta wymyśliłam sobie rafaello z adwokatem w charakterze ciasta. Ponieważ miał to być mój debiut, więc postanowiłam wcześniej przeprowadzić próbę generalną, żeby na święta nie było niemiłej ( czytaj: niezjadliwej) niespodzianki.
Jednym ze składników ciasta jest szklanka adwokata. Postanowiłam więc uprzyjemnić sobie czas czekania, aż wystygnie budyń (też składnik ciasta) i sensownie wykorzystać resztę butelczyny. Wyprodukowałam drinka, którym wieki temu często raczyłam się z koleżanką w pewnej chorzowskiej knajpce.
Adwokat + wódka + sok pomarańczowy. Nazywało się toto "diabełek" i miało moc iście szatańską. W smaku przyjemne i łudząco łagodne, więc po jednym zawsze następował drugi i kolejny i...A potem już musiałyśmy baaaardzo powoli i zachowując daleko posuniętą ostrożność zwlec się z barowych stołków (ooo, to kolejny szatański wynalazek), gdyż istniała mocno uzasadniona obawa, że za chwilę się z nich zwalimy. Krokiem posuwisto-chwiejnym przemieszczałyśmy się na wygodne fotele przy stoliku, co też nie było rozwiązaniem idealnym, bo po kolejnym diabelskim drinku ciężko było wydobyć przepite zadki z głębokich czeluści fotela.
I tak, wspominając stare dobre czasy, coś, co se ne vrati, bo knajpkę przerobiono na Studio Paznokcia a koleżanka od lat siedzi na Zielonej Wyspie, popijając szatańską miksturę wyprodukowałam ciasto. Szybkie, łatwe, przyjemne i ekonomiczne ( zaspokaja apetyt na słodkości i alkohol - takie swoiste 2 w 1 ).
Przedświąteczna magia działa - dostałam od Was mnóstwo prezentów:) Ania, Marta, Agnicha, Asia, Kasia, Gosia - dziękuję:* Oraz mnóstwo kartek - dziękuję:* W rozdaniu u Asi wygrałam ecobag - dziękuję:*
Wszystkie te cuda postaram się niedługo pokazać:)
Miłej niedzieli:*
J 7, 1-2. 10. 25-30
6 godzin temu