Jakiś czas temu nadgorliwi propagatorzy hasła "Polska w budowie" doszli do jedynie słusznego wniosku, że Ruda znacząco zaniża średnią krajową w tym temacie.
No i się zaczęło wielkie budowanie - drogi, dróżki, mosty, sklepy (jeden na drugim, trzecim popychany), aquapark ( ma być tak drogi, że sobie go będziemy z zewnątrz oglądać, albo można teraz, w trakcie budowy, umówić się na "wycieczkę po placu budowy" gratis), potwornie szpetny i niefunkcjonalny rynek ( zero drzew, zero kafejek, za to wielki plac z granitu.
"Moja" dzielnica oczywiście nie pozostała w tyle w tym wyścigu. Rok temu z hakiem zakończyła się budowa jakiegoś wielkopowierzchniowego sklepu. Podobno Inter Marche. Podobno, bo sklep, choć całkowicie ukończony, nie ma szyldu, baa, wciąż z niewiadomych powodów nie został otwarty. I tak sobie od roku stoi ta bryła na środku osiedla, mury pokrywają się brudem i kiepskim graffiti a na parkingu dzieci uczą się jeździć na rowerkach, zręcznie omijając wyrosłe tu i ówdzie chwasty.
Oczywiście zamiast ten pustostan jakoś wykorzystać, prościej było zbudować kolejny, prawie dokładnie naprzeciwko tamtego. Buduje się toto od lata, jakaś galeria ma to być, z megawypasioną dużą Biedrą i kilkunastoma innymi sklepami. Blisko mnie, bardzo blisko, niedługo będę w kapciach śmigała po tani alko i inne biedronkowe dobra. Właściwie sklep prawie już ukończony. No ale jak wiadomo "prawie" robi wielką różnicę. Na początku budowy z jakiegoś powodu totalnie rozkopano pobliskie skrzyżowanie, takie pomiędzy tym sklepem a moim blokiem. Postawiono tymczasową sygnalizację świetlną, bo ruch leci jedną nitką, choć rozkop nie jest długi. Szybko okazało się, że coś z tymi światłami jest nie tak, na moje oka zbyt szybko się zmieniają. I od tego momentu się zaczęło - 24 na dobę słychać wściekłe klaksony, dzikie wrzaski, było już milionpięćset drobnych stłuczek oraz incydentów wszelakich, łącznie z wyciąganiem za fraki z samochodu jednego kierowcę przez drugiego, przy akompaniamencie ch**ów i k**ew oraz im podobnych. A wszystko to wiem, bo cały ten cyrk komentują na gorąco panowie dachowcy ( tak, tak, jeszcze nie skończyli, przerwę mieli), którzy z niezrozumiałego dla mnie powodu wybrali sobie mały daszek koło moich okien na ulubiony kącik śniadaniowy. Oraz obiadowy, kawowo-herbaciany i ogólnie socjalny. Panowie siedzą, piją, jedzą a w czasie przerw w konsumpcji rzucają potwarze i kalumnie na tego sk*****yna majstra i jego mać. Szczerze mówiąc mogliby już wymyślić coś oryginalniejszego, skoro już nie mam wyjścia i muszę tego słuchać, to chciałabym przy okazji wzbogacić swój słownik łaciny popularnej;)

"Stare kobiety jesienią
próbują przekrzyczeć myśli
...
nocą modlą się o spokojny sen
i łagodną zimę..." (fr. wiersza Rafała Czachorowskiego)
Cóż, jestem taką starą kobietą;)