Porzućcie wszelką nadzieję, Wy, którzy tu wchodzicie...a na diecie jesteście. Wstępujecie bowiem (na własną odpowiedzialność) w kręgi piekła (i to wcale nie boskiego, jak sugeruje dantejski wstęp). Porzućcie nadzieję (chwilowo) na schudnięcie, rozstępują się oto przed Wami wrota piekła tłustoczwartkowego:) Oczom waszym ukażą się rzeczy grzesznie pyszne, diabelsko kaloryczne, piekielnie słodkie
W pierwszym kręgu piekielnym biało odziane diabły smażą w oleju wrzącym nie dusze grzeszników, lecz rozpustnie krągłe (jako i autorka tekstu tego) słodkości. Nadziewają cuda one dobrem rozmaitym, na przekór (jak to diabły złośliwe) profesorowi Blikle wcale nie różą (która do diabelskich wypieków nie przystoi).
Oto pączek wyśmienity, lukrem białym oblany, z bitą śmietaną w środku.
Oto brat jego, z diabelsko czarną, makową duszą.
I trzeci, który swym wnętrzem do grzechu namawia, kusząc adwokatowym nadzieniem.
I na koniec, gdy już zda Wam się, że uległyście wszelkim grzechom dnia dzisiejszego, oczom Waszym ukazuje się pączkowy grzech główny, creme de la creme, king of all kings, obsypany zrumienionymi kokosowymi wiórkami pączek malibu, kryjący w swym środku nadzienie kokosowe z kroplą alkoholu.
Więcej grzechów nie pamiętam, a raczej nie zmieszczę;)