piątek, 25 marca 2011

Najpiękniejszy zwrot...

Najpiękniejszy zwrot w języku polskim?
Mama? Przepraszam? Kocham Cię?
A gdzie tam:) Najpiękniejszy zwrot w języku polskim to...zwrot podatku:)
W końcu się zmobilizowałam, wypełniłam i oddałam nasz pit. 5 minut pisania, ale co rok to samo - zanim się zabiorę, siądę i wypełnię, mijają tygodnie.
Też tak macie?
My znamy np. dwie takie pary - jedni lecą z pitem jeszcze tego samego dnia, gdy dostaną swoje rozliczenia, a drudzy co roku stoją w megakolejkach ostatniego kwietnia.
A my - tak pośrodku:)

Wraca zmęczony grabarz wieczorem do domu, pada z nóg, ledwie żywy.
Żona go pyta:
-Kochanie, co tak późno? Aż tyle miałeś dzisiaj pogrzebów?
-Nie, tylko jeden, ale chowaliśmy naczelnika Urzędu Skarbowego.
-No to co z tego?
-No niby nic, ale jak go tylko zakopaliśmy, to zerwały się takie brawa, że musieliśmy bisować potem jeszcze 7 razy...

Czas na deser:)

Miłego weekendu:***

niedziela, 20 marca 2011

Relacja:)

Na pewno niejeden raz, przeżywszy coś ciekawego, przyjemnego i miłego, żałujecie, że to tak szybko się kończy. Takie uczucie niedosytu mam po każdym klubowym spotkaniu. Tak też było i teraz.
Dziewczyny są niesamowite, każda na swój niepowtarzalny, wyjątkowy sposób, ale to chyba już wiecie:)
Gabi zaproponowała na miejsce spotkania ciekawy lokal z nietypowym, rockowo-filmowo-motoryzacyjnym wystrojem, bardzo mi się spodobał
Zaintrygowało mnie bogate i urozmaicone menu, chyba nie tylko mnie, bo baaaardzo długo wybierałyśmy jedzenie i drinki (no, przecież nie napiszę całej prawdy - że wszystkie, oprócz naszej Marty, jesteśmy strasznie niezdecydowane). Ale naprawdę było w czym wybierać, np. mnie do obiadu (zamówiłam danie pod tytułem Alabama Kurczak, z sentymentu do piosenki Sweet Home Alabama) pani zaproponowała sos "do wyboru". Na pytanie, jaki jest wybór, kelnerka z prędkością karabinu maszynowego zaczęła wyliczać sosy, ja przy dziesiątym przestałam słuchać, wiedząc, że znów będzie dylemat w postaci...zbyt dużego wyboru:)
Że już o napitkach wszelakich nie wspomnę, wybór był ogromny - takie na ten przykład Bazooki, których koniecznie musimy skosztować następnym razem, były w 5 wersjach. No i jak tu wybrać? Niewtajemniczonym wyjaśniam, że Bazooka to 1,5 litrowy dzbanek z mieszaniną różnych alkoholi;)
W końcu i na drinki jakoś się zdecydowałyśmy, choć z początku próbowałyśmy w wyborze kierować się np. kolorem mieszanki lub kształtem kieliszka;) Przy okazji niezmiernie zdziwiłyśmy kelnerkę, że z pierwszym drinkiem nie czekamy na godz. 17, kiedy to zaczyna się serwowanie drugiego drinka gratis;) Ciekawe, czy wzięła nas za bogate paniusie czy raczej za stęsknione za klinem pijaczki;)
Czy to ważne? Jasne, że nie, ważne, że świetnie się bawiłyśmy:)
Jestem święcie przekonana, że żadna pozycja z menu tego i innych znanych mi lokali nie dorównuje smakiem domowym ciasteczkom, jakie własnoręcznie upiekła dla nas w prezencie Ania space_monkey:)) Cud, miód i czysta, kokosowo-niebiańska rozkosz:). Do teraz nie mogę przeboleć, że nie znając podstawowych faktów z życia Atosa (psa Ani), nie wygrałam konkursu, w którym nagrodą była dodatkowa paczka ciasteczek:) Ciastka wygrała nasza Amolko (ale podejrzewam, że to jakiś spisek psich wielbicielek;)
Aniu, dziękuję za te pyszności:*****
Nasza Marta sprawiła mi wielką niespodziankę, trafiając w sedno swoim prezentem - przecudnym notesem i lakierem do paznokci (a wiecie, jak uwielbiam te właśnie rzeczy). Za lakier dziękuję podwójnie, bo mimo ogromnej ich ilości nie posiadałam do tej pory tego właśnie odcienia (a jest to odcień, przypominający mi niebo w pogodne letnie przedpołudnie) a na dodatek jest to pierwszy, a więc niemal historyczny, lakier z h&m w mojej kolekcji:)
Martuś, dziękuję:*****
Kolejne spotkanie prawdopodobnie w maju:)
Może do tego czasu zdążę się zdecydować, którą Bazookę chcę wypróbować;) Dziewczyny, myślicie, że one też podpadają pod kategorię darmowych drinków? Bo to chyba musiałyby być darmowe dzbanki?:)))
A na koniec - moje trofea ze spotkania:) Wiem, nie powinnam, ale...mam pamiątkę;)
A fotki rozbawionych nas do zobaczenia na blogu naszej Gabi, która była jedynym, niepowtarzalnym i oficjalnym fotografem katowickiej wyprawy klubu:)

sobota, 19 marca 2011

Już za chwileczkę, już za momencik...:)

...i wszystko jasne;)))
I nic mnie nie powstrzyma przed spotkaniem i dobrą zabawą - ani śnieg, co wczoraj spadł i se leży, ani zimno, ani komunikacja miejska, ani nawet fakt, że na łbie mam głupią fryzurę a manikiur średnio mi wyszedł - w planach mam super przyjemną sobotę w gronie świetnych bab:*

wtorek, 15 marca 2011

Czarownica w ciągu;)

Wpadłam w ciąg;)
Książkowy.
Właśnie czytam "Świat bez końca" Kena Folletta, tomiszcze o niebagatelnej wadze i objętości 900 stron.
Akcja toczy się w średniowiecznej Anglii i jest wszechstronnie wciągająca - miłość, władza, pieniądze, zbrodnie i tajemnice, zdrady, grzechy, seks i zemsta, nauka burząca fundamenty wiary, zaraza dziesiątkująca średniowieczną Europę - dla mnie bomba:) I to gruba;)
Gdyby mi przyszło żyć w tamtych czasach w tym małym angielskim miasteczku, uznano by mnie za czarownicę:)
Bynajmniej nie dlatego, że latam na miotle i w czarnym kotle warzę tajemnicze, dziwnie pachnące wywary. Choć przyznaję - czasem latam z mopem, a niektóre z moich potraw przypominają dziwnie woniejące niewiadomoco;)
Bynajmniej nie dlatego, że znam tajemne zaklęcia - jeśli już, to kompletnie pozbawione tajemniczości przekleństwa;)
Uznano by mnie za wiedźmę, bo często mówię sama do siebie, co w tamtych czasach brano za komunikowanie się z diabłem. A kobietę (no bo jakże by inaczej) podejrzaną o czary rozbierano i dokładnie oglądano jej ciało w poszukiwaniu tzw. trzeciego cycka. Mogło to być jakiekolwiek znamię, wcale niekoniecznie na klatce piersiowej, czyli naturalnym miejscu dwóch cycków właściwych. Takie znamię, czyli ów trzeci cycek, był dowodem, że czarownica za jego pomocą karmi diabła.
A ponieważ, jak już wspomniałam, często mówię sama do siebie a i znamion na ciele mam sporo - byłabym idealną kandydatką na czarownicę (podobnie jak główna bohaterka powieści).
Jeśli macie trochę czasu i znużyły Was mroczne kryminały, lekkie babskie czytadła, wampirze sagi czy pseudopsychologiczne poradniki - polecam tę książkę:)

Fotka kompletnie nie na temat:) W każdym razie nic mi nie wiadomo, by czarownice malowały paznokcie na niebiesko;)