Kilka lat temu wielce zdegustowana odkryłam (a nawet chyba opisałam) fakt zagnieżdżenia się chomików. Nie w domu, hodowla domowa mnie nie przeraża, w dzieciństwie miałam nawet chomików kilka (m.in. mistrza ucieczek, ryżego Bońka). Przerażające, koszmarogenne chomiki zagnieździły się (ba, zadomowiły i zameldowały na stałe) na mojej twarzy, tworząc wielce nieestetyczne wory, takie wstrętne coś, co u psów ( o ile się nie mylę) nazywa się fafle.
Jakiś czas temu do chomików dołączyły pelikany, straszliwe zwisy ramienne, które powiewają mi, łopocząc jak flagi nawet wtedy, gdy wiatr nie wieje.
Jeśli do tego zwierzyńca dodać rybki w akwarium, kota w głowie, pająki na policzkach, słoniowe nogi i wilczy apetyt, to okazuje się, że mam na stanie niezłą menażerię;)
Jednak naprawdę martwić się zacznę dopiero wtedy, gdy do grona w/w zwierzaków dołączą białe (albo ku większej zgrozie różowe) myszki;)
Sezon się zaczyna:)
I nie jest to - na szczęście - sezon na leszcza;)
Miłego tygodnia:*
J 8, 1-11
2 godziny temu