poniedziałek, 10 maja 2010

Smęty poniedziałkowe...

Powyższa fotka, czy raczej mój gest, obrazuje dokładnie mój dzisiejszy stosunek do wszystkiego.
Do życia, pogody, ludzi...

Jest takie chińskie przysłowie:
zmartwienia są jak ptaki - polatują wokół twojej głowy, czasem na niej przysiadają, ale nie pozwól, aby uwiły na niej gniazdo.
Łatwo powiedzieć - nie pozwól. Czasem to od nas nie zależy. Dziś mam wrażenie, że na mojej głowie te przysłowiowe ptaki uwiły już nawet nie gniazdo, a wręcz całą willę, z ogrodem, basenem i innymi szykanami. I zaprosiły w gości swych ptasich krewnych, bliższych i dalszych...

Dobra, posmęciłam, już mi troszeńkę lepiej. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach ptaszyska zmartwień sobie gdzieś odlecą, a nie zamienią mi życia w jakąś wersję "Ptaków" Hitchcocka. I że nie narobią mi na głowę;)

piątek, 7 maja 2010

Kaczki megadziwaczki:)

Pamiętacie: nad rzeczką opodal krzaczka mieszkała kaczka dziwaczka?
Hm, kaczki z moich fotek to chyba jakieś megadziwaczki; nie mieszkają nad rzeczką, tylko w kałuży na środku osiedlowego trawnika:)
Fakt, ten trawnik to takie bardziej porośnięte zielskiem wszelakim góry i doliny, a nie elegancko przycięty prostokąt trawki, ale jednak trawnik, usytuowany pośrodku blokowiska. Zawsze po długotrwałych opadach te doliny w trawie szybko zapełniają się wodą, zresztą całe osiedle leży w takiej dolinie, pewnie dlatego.
A ponieważ pada od dni kilku, to kaczusie się zadomowiły. Widziałam je w środę, wczoraj małż przechodził w tym samym miejscu i złożył meldunek, że kaczki dalej taplają się w tej kałuży trawnikowej. Dziś więc specjalnie polazłam z aparatem dwa bloki dalej i zrobiłam kilka fotek kaczek-dziwaczek-ślązaczek:)
Niedawno małżon mój, w przypływie nagłego ataku paniki przed nieuchronnie zbliżającą się starością zakupił był ciśnieniomierz. Tak jakby sam fakt nabycia przyrządu owego miał go przed starością, w końcu przecież nieuniknioną, ochronić;)
Do ciśnieniomierza dokładali takie oto narzędzie tortur:
Chłopisko bezczelnie próbowało udawać, że tak naprawdę to on kupił dla mnie to ustrojstwo ćwiczebne, a ciśnieniomierz mu dorzucili, ale nie dałam się nabrać:)
Teraz M. nieustannie, do znudzenia molestuje mnie słownie, cobym wyczyniała wygibasy przeróżne przy użyciu owego narzędzia szatana;)
Na razie zbyłam go stwierdzeniem, że przeczytałam w horoskopie (no, fakt, rzeczywiście wyczytałam gdzieś takie bzdety), że jeśli chcę schudnąć, to powinnam zacząć coś ćwiczyć w drugiej połowie maja:)))
Ciekawe, co potem wymyślę? Pewnie całkiem niechcący uszkodzę to ustrojstwo i już;)
Miłego weekendu:*

czwartek, 6 maja 2010

Konkurs:)

W czasie deszczu dzieci się nudzą...a dorośli - wymyślają różności:)
Ja wymyśliłam konkurs:)
Z nagrodą, a jakże:)
Poniżej kilka fotek z Parku Miniatur. Przedstawiają polskie zamki (pałace). Wszystkie - w ich realnej postaci - można zwiedzić, choć jeden tylko częściowo, bo w pozostałej części jest sanatorium. Wszystkie są naprawdę piękne i ciekawe. Wiem, bo swego czasu je zwiedziłam. Są rozsiane po całej Polsce:)
Jakie to zamki?
Nagroda - przewodnik Pascala "Czechy na weekend" + niespodzianka:)
Miłego dnia:***

poniedziałek, 3 maja 2010

Pomęczę Was jeszcze trochę:)

Nic się nie dzieje, pogoda barowa, w tv "Rozważna i romantyczna", na którą zerkam sobie z powodu Alana Rickmana:)
Pomęczę Was jeszcze trochę majówkowymi fotkami:)
To plenerowa wersja ilustracji do "na tapczanie leży leń"...

Pokaż, kotku, co masz w środku:)

Resztę długiego weekendu poświęciłam na bliższe zapoznanie się z zawartością kosza słodkości, który dostaliśmy w rocznicowym prezencie:)
W konsumpcji rozpasanej pomagał dzielnie małż, więc niewiele zostało: sztuczna róża, celofan ( tylko dlatego się ostały, że niezjadliwe), jakieś nędzne resztki czekoladek i pół flaszeczki wiśniówki:)