czwartek, 6 stycznia 2011

Przed erą komputera;)

Kilka lat temu, kiedy jeszcze omijałam baaardzo szerokim łukiem to narzędzie szatana, kiedy zarzekałam się, że mnie to niepotrzebne, nie rozumiem, nie chcę i chcieć nie będę (naiwniaczka), w wolnych chwilach, poza czytaniem książek w ilościach hurtowych, namiętnie rozwiązywałam krzyżówki i dłubałam takie haftowane obrazki:
Czasem małż mnie namawia, żebym znów coś "wykrzyżykowała", ale sama nie wiem. Pamiętam, że jak się zabierałam za taki obrazek, to zaczynały się nieprzespane noce, bo ja jak ten pittbull - jak ugryzłam, to nie umiałam puścić, a jeszcze tylko jeden rządek, a jeszcze trochę, bo prawie mam nitkę nawleczoną, a jeszcze ten kolor skończę tylko...
Lenicie się dzisiaj? Bo ja strasznie:D

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Trzybitowo:)

Wyprodukowałam ostatnio ciasto, które nie ma wyjścia;) Po prostu musi się udać:)
Pewnie dlatego, że nie wymaga pieczenia ani żadnej inszej filozofii kuchennej, to po prostu zwykły przekładaniec z półproduktów:)
Zastanawiałam się nawet, czy w ogóle robić wpis w tym temacie, szczególnie po obejrzeniu świątecznych wypieków naszej Ani space_monkey:) To coś, co za chwilę zobaczycie, czyli moja wariacja na temat ciasta 3Bit, w porównaniu do cudów Ani jest jak odpustowy pierścionek porównany do pięciokaratowego diamentu najczystszej wody:) Oto cała ja - słodkości uwielbiam, ale w ich produkcji jestem beznadziejna;) Stanowczo wolę je jeść a nie tworzyć:)

Słodkiego poniedziałku:)

czwartek, 16 grudnia 2010

Tunelowo-kominowa ja;)

Gdy rano wychodziłam z domu, zaokienny termometr pokazywał  -15 stopni. Byłam przekonana, że coś mu się poprzestawiało w tym durnym, rtęciowym móżdżku, że to jakiś głupi dowcip, zrozumiały jedynie dla innych termometrów czy różnych tam przyrządów pomiarowych. Ale nie...ale nie...
Już dwie sekundy po wyjściu z klatki schodowej zrozumiałam naocznie, a raczej naskórnie, że skubaniec nie oszukiwał:/
Po chwili odniosłam wielce niepokojące wrażenie, że z każdym krokiem słyszę podejrzany chrzęst. I nie był to śnieg czy lód pod stopami - to z trzaskiem pękały kolejne naczynka na moim wydatnym organie powonienia. Jeszcze kilka tak mroźnych dni i wiosnę przywitam z nosem jak jakiś opój z karykaturalnych rysunkowych dowcipów, które jakoś mnie nie śmieszą. Będę mogła za klauna robić bez charakteryzacji;)
Na fotce nabyty dziś komin (zwany też tunelem), który na żywo jest fioletowy:)

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Renifery utknęły w zaspach;)

W klubowych mikołajkach nie brałam udziału, jakoś tak wyszło i się złożyło czy nie złożyło raczej.
Moje prywatne prezenty mikołajkowe dotrą w późniejszym terminie, bo dość późno złożyłam zamówienie, znaczy napisałam list;) i pewnie allegrowo-pocztowe renifery nie założyły kopyt zimowych i zakopały się w zaspach;)
Zamiast fotki prezentów pokazuję ponownie (kiedyś w kg wstawiałam) fotkę pani Mikołaj we własnej osobie. Fotka stara - nie ma już tej kuchni, mebli, kwiatów (tylko stara pralka jeszcze rzęzi), a pani Mikołaj przybyło lat, zmarszczek i kilogramów (tylko rozumu i pieniędzy jakoś nie przybyło) ;)