Kilka lat temu, kiedy jeszcze omijałam baaardzo szerokim łukiem to narzędzie szatana, kiedy zarzekałam się, że mnie to niepotrzebne, nie rozumiem, nie chcę i chcieć nie będę (naiwniaczka), w wolnych chwilach, poza czytaniem książek w ilościach hurtowych, namiętnie rozwiązywałam krzyżówki i dłubałam takie haftowane obrazki:
Czasem małż mnie namawia, żebym znów coś "wykrzyżykowała", ale sama nie wiem. Pamiętam, że jak się zabierałam za taki obrazek, to zaczynały się nieprzespane noce, bo ja jak ten pittbull - jak ugryzłam, to nie umiałam puścić, a jeszcze tylko jeden rządek, a jeszcze trochę, bo prawie mam nitkę nawleczoną, a jeszcze ten kolor skończę tylko...
Lenicie się dzisiaj? Bo ja strasznie:D
Żółta Koszula
1 godzinę temu

