Na dowód, że człowiek (co w tym konkretnym przypadku dumnie oznacza mnie) nie samą kawą, goframi i kokosowymi cyckami żyje (choć nie powiem - byłoby to słodkie, leniwe życie), pokazuję moją ukochaną sałatkę.
Uwielbiam ją, choć nie robię zbyt często, mimo że jej przygotowanie jest proste jak konstrukcja cepa i szybsze od komornika.
Nie robię często, bo - co wyznaję ze wstydem - jestem w stanie pożreć pół michy za jednym posiedzeniem, więc wolę unikać pokus;)
Dla ciekawych - przepis:
Porwać na kawałki główkę sałaty lodowej. Wiem, że zwykłej sałaty nie powinno się kroić nożem, nie jestem pewna, czy zasada ta dotyczy też sałaty lodowej, ale na wszelki wypadek drę na strzępki własnymi rencami;)
Dodać puszkę odsączonych z syropu plastrów ananasa, pokrojonych w kostkę. Dla leniwych (to ja) lub zabieganych - można śmiało użyć puszki ananasa już pokrojonego:)
Następnie dokładamy odsączony z zalewy słoik selerowych wiórków. Plus kilka jajek na twardo, pokrojonych w kostkę. Majonez i pieprz. Ewentualnie troszkę ananasowego syropu. I już.
A kiedy wiedziałam, że do sałatkowej michy doczepi się większa ilość zjadaczy, zdarzało mi się dodawać też wcześniej ugotowane różyczki brokuła albo kalafiora:) Albo kawałki kurczaka z rożna:) I było pyszne:) A jeśli przewidujemy naprawdę sporą liczbę głodomorów, można też dodać ugotowany makaron, np. kolorowe penne:) Będzie smacznie i duuuużo:)
Wyżej wspomniany człowiek, czyli ja, nie żyje też samą kawą, choć przyznaję, że dla mnie dzień bez kawy to dzień stracony. Zdarza mi się i herbatę wypić:) Zwłaszcza mrożoną, którą produkowałam i wypijałam litrami podczas upalnych dni.
Na koniec kilka letnich dodatków, niejadalnych:)
Żółta Koszula
1 godzinę temu




