Słów kilka o wczorajszym śląskim, bardzo kameralnym spotkaniu klubowym:)
Wiadomo - było super, bo jakże by mogło być inaczej:) Kameralnie - amolko, marteniczka i ja. I wyjątkowo dłuuuugo, więc żałujcie, że Was tam nie było:)
Dziewczyny czekały już na mnie na bytomskim dworcu, dokąd się telepałam prawie godzinę autobusem, z babą o gabarytach szafy gdańskiej przyklejoną do prawego boku ( a upał był cholerny, więc możecie sobie resztę dośpiewać).
Najpierw poszłyśmy do Museum Music Republic, gdzie obżarłyśmy się aż po cebulki włosowe ( makaron, kanapki z grillowaną wołowiną, surówką i frytkami, nachosy). Do tego naprawdę dobre mojito i piwo ze spritem, które piłam pierwszy raz i wygląda na to, że to moja nowa piwna fascynacja (poza wszystkimi innymi zaletami świetnie gasi pragnienie). Przez zupełny przypadek miejsce to okazało się być godne swej nazwy - przez kilkanaście minut byłyśmy zmuszone wysłuchiwać baaardzo "muzealnej" muzyki - siedziałyśmy na dworze, podjechał starszy pan starym autem i 'zapodał' nam jeszcze starszą muzykę, taką z gatunku przyśpiewki ludowe itepe;)
Ania tajemniczo namawiała mnie do skorzystania z toalety, kryjącej podobno coś ciekawego i zaskakującego;) Zapomniałam, więc na pewno trzeba będzie znów odwiedzić to miejsce:) Mam cichą nadzieję, że tym zaskakującym czymś jest jakiś mega przystojny "dziadek klozetowy";)
Potem krótki spacer na bytomski rynek i kawa w Suplemencie. Zamówiłyśmy cappuccino, latte z advokatem i kawę łasucha...i nie, nie ja byłam tym łasuchem;) Fajnie się siedziało, wieczór, rynek pełen ludzi, ciekawych jako obiekty obserwacji czy podsłuchu:) Bo podsłuchiwałyśmy, a jakże - z nadzieją, że - jak panie ze stolika obok - za kilkanaście lat nie będziemy przy kawiarnianym stoliku na głos ekscytowały się widokiem męskich stringów;) Teksty szły ciekawe...i ten sznurek w dupie...i on tam sobie położył jej rękę, a ona nic tam nie poczuła;) Rzecz cała dotyczyła występu Chippendalsów:)
Pewnie posiedziałabym jeszcze, bo było super, ale zaniepokojony późną godziną małż brzęczał mi telefonem, a dziewczyny miały jeszcze przed sobą dłuuuugą noc, więc pożegnałam się, odprowadzona na przystanek tramwajowy i umówiona na ciąg dalszy, tym razem w Rudzie:)
Fotek nie mamy, bo żadna z nas nie pomyślała o aparacie.
Zamiast tego fotka zastępcza, w zasadzie zupełnie nie w temacie:)
Cudowna niespodzianka od naszej Aidy - dziękuję, kochana:****
W następnym wpisie relacja z moich ostatnich niedzielnych wypadów:)
Martuś, dziękuję za pierścień:*
Ps. dla "wtajemniczonych";) - przejeżdżałam wracając obok tego cholernego "mauzoleum" - "nasza" fontanna też świeci, na czerwono nanana;p
Żółta Koszula
1 godzinę temu









