sobota, 3 sierpnia 2013

Seans filmowy;)

Obejrzeliśmy niedawno film z wspomnianego wcześniej wesela (no dobra, bardzo fragmentarycznie, jakoś nie mam cierpliwości do oglądania takich produkcji).
Jezusieńku, dawno się tak nie uśmiałam:) Scena, w której zwinięta w paragraf u stóp panny młodej, mamrocząca coś (no, wiadomo co) pod nosem,  z dziko zawziętym grymasem twarzy usiłuję zapiąć ten cholerny but powinna przejść do historii kinematografii. Najkrócej rzecz ujmując - przypominam Golluma z Władcy Pierścieni, zwłaszcza pozycją, taką pokurczoną.
Owszem, mam więcej włosów, jestem lepiej ubrana i z całą pewnością to, co mamroczę nie przypomina gollumowego "skarbie, mój skarbie", tylko naszą swojską k***ę pospolitą, ale cała reszta się zgadza.

Wczoraj spotkałam się z naszą klubową Anią, czyli ciotką Imogeną (vel space monkey), było zimne piwo i boskie lody piernikowe (  Ania miała wątpliwości, czy lody piernikowe w środku upalnego lata to dobry pomysł, ale okazało się, że to był strzał w dziesiątkę), a dziś imprezuję ze znajomymi:) Podejrzewam, że piekielny upał zetnie nas z nóg po pierwszym drinku;)


Poduszki, wyprzedaż, KIK, całe 4 zł sztuka:)
159 sztuka w kolekcji, Emma Bridgewater, TK Maxx

Miłego weekendu:)

piątek, 5 lipca 2013

Nie miała baba...

...za dużo czasu, to się jeszcze zafiksowała scrapowo;)
Nie są to do końca klasyczne scrapy, ale takie tam moje wariacje;)








Miłego weekendu:)

czwartek, 20 czerwca 2013

Asertywność potrzebna od zaraz;)

Jak w tytule...Jakieś kursy/warsztaty/korepetycje, cokolwiek. Niech mnie ktoś w końcu nauczy, jak mówić "nie", bo już totalnie dam sobie wejść na głowę i przygnieciona - zniknę;)
Tym razem dałam się wrobić w pomoc pannie młodej (siostrzenicy M.) w ubieraniu się do ślubu. Samo w sobie nic złego, ale na tydzień przed ślubem dowiedziałam się, że cała garderobiana akcja ma być filmowana, a to już niezupełnie moja bajka.

Mam nadzieję, że zostanie pod ten filmik podłożona jakaś głośna muza, bo w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że panienkami lekkiego prowadzenia się (czyli kur**mi oczywiście) nie rzucam wcale w myślach, lecz na głos. No nie nadaję się na ślubną filmowaną garderobianą, przykro mi.
Przy okazji kręcenia usiłowałam ubić własny interes i namówić kamerzystę, by mi "sfotoszopował" worki podoczne, ale pan filmowiec nie wykazał woli współpracy w tym temacie;)
Gwoździem programu była scenka, w której panna młoda przytulała się czule do poduszki ze zdjęciem przyszłego męża, robiąc przy tym tęskną minę zranionej sarenki.
I wtedy pomyślałam:
1. ...i co ja robię tu, co ja tutaj robię...
2. zamiast pchać na siłę do mikrej kopertówki błyszczyk, tusz i chusteczkę, trzeba tam było wcisnąć piersiówkę z przyjemnie otumaniającą i zobojętniającą substancją;)

Ten drugi błąd nadrobiłam już na weselnym przyjęciu (które, wbrew moim obawom, okazało się całkiem udane). Po pierwszym drinku opuściło mnie zdenerwowanie, po drugim mogłam się już sama śmiać ze swojego udziału w wiadomym filmiku (pomogła świadomość, że choć "grałam" beznadziejnie i nie trzymałam się ani tekstu ani scenariusza, nikt mi za tę "rolę" nie wlepi Złotej (ani żadnej innej) Maliny, po trzecim drinku zaczęłam się dobrze bawić:)

Teraz delektuję się truskawkowym koktajlem, wzmocnionym nieco kropelką (umownie;p) malibu i otoczona wentylatorami próbuję przetrwać ten piekielny upał:)

poniedziałek, 27 maja 2013

Mea culpa...

mea maxima culpa ( czy jakoś tak to leciało), że z takim poślizgiem wpis prezentowy się ukazuje. A nawet nie tyle wpis, ile fotki (no chyba, że znów ten ...wykropkowany blogspot się zbiesi i fotki nie wgra)
Kochane dziewczyny, kobiety, baby moje miłe - dziękuję Wam wszystkim raz jeszcze:)
Jesteście jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, wyjątkowe - nie zmieniajcie się nigdy:)
Oooo, cuda i dziwy, udało się:)
Dziękuję raz jeszcze:*** Agnicha, Anka, Monika, Aggie, Amolko, Ju, Martyna, Czarna Ania, Czesterek, Ciotka Ania, Madeleine:*** Marteniczka, Gosia, Rzaba, Bułeczka, Efyre:** I cała reszta:*