Wiele lat temu, w małej cukierni (piekarni) niedaleko rynku w Szczecinku kupiłam najlepsze bułki świata. Przepyszne, wieloziarniste, chrupiące, ciemne. Poezja:) Ideał:)
Od tego czasu bezustannie ( i bezskutecznie ) poszukuję takich bułek. Włażę do każdej piekarni, cukierni i ciastkarni, jaka mi się napatoczy, w złudnej nadziei, że znów mi się takie cuda trafią. I nic. Zdarzało mi się kupić bułki podobne, nawet bardzo podobne, ale nigdy nie były aż tak dobre, jak tamte. Rozważałam już nawet prawie na serio pomysł przeprowadzki do Szczecinka, by znaleźć się blisko źródła bułkowej rozkoszy;)
Ostatnio w czasie poszukiwań bułki idealnej zauważyłam, że właściciele okolicznych piekarni zawiązali podstępny spisek. Spisek przeciwko mnie i moim planom, które zakładają czasowe ograniczenie ilości spożywanych słodkości. Wszędzie, gdzie nie wejdę, zwabiona kuszącym zapachem świeżego pieczywa, pojawiają się nowe, nieznane mi ciasta, ciastka, ciasteczka, wafle, desery i insze słodkości o smaku kokosowym, czyli jednym z moich ulubionych.
Dość długo opierałam się pokusom tym, ale dziś pękłam na widok tego kokosowego cycka;)
Choć właściwie ze względu na jego rozmiar, uczciwiej by było nazwać go cycem:)
I wierzcie mi, wszyscy wielbiciele kokosu, też byście pękli;) I skusili się, jak i ja:)
Żółta Koszula
1 godzinę temu













