środa, 4 sierpnia 2010

Spisek;)

Wiele lat temu, w małej cukierni (piekarni) niedaleko rynku w Szczecinku kupiłam najlepsze bułki świata. Przepyszne, wieloziarniste, chrupiące, ciemne. Poezja:) Ideał:)
Od tego czasu bezustannie ( i bezskutecznie ) poszukuję takich bułek. Włażę do każdej piekarni, cukierni i ciastkarni, jaka mi się napatoczy, w złudnej nadziei, że znów mi się takie cuda trafią. I nic. Zdarzało mi się kupić bułki podobne, nawet bardzo podobne, ale nigdy nie były aż tak dobre, jak tamte. Rozważałam już nawet prawie na serio pomysł przeprowadzki do Szczecinka, by znaleźć się blisko źródła bułkowej rozkoszy;)

Ostatnio w czasie poszukiwań bułki idealnej zauważyłam, że właściciele okolicznych piekarni zawiązali podstępny spisek. Spisek przeciwko mnie i moim planom, które zakładają czasowe ograniczenie ilości spożywanych słodkości. Wszędzie, gdzie nie wejdę, zwabiona kuszącym zapachem świeżego pieczywa, pojawiają się nowe, nieznane mi ciasta, ciastka, ciasteczka, wafle, desery i insze słodkości o smaku kokosowym, czyli jednym z moich ulubionych.
Dość długo opierałam się pokusom tym, ale dziś pękłam na widok tego kokosowego cycka;)
Choć właściwie ze względu na jego rozmiar, uczciwiej by było nazwać go cycem:)
I wierzcie mi, wszyscy wielbiciele kokosu, też byście pękli;) I skusili się, jak i ja:)

niedziela, 1 sierpnia 2010

Parkowa niedziela:)

Jakoś ostatnio odzwyczaiłam się od pisania, fotorelacje bardziej mi się podobają:)
No, dobra - cierpię na lenia pospolitego w stadium wysoce zaawansowanym;)
Więc dziś też słów niewiele, za to porcja fotek ze spaceru po chorzowskim WPKiW z przyległościami:)

Jeszcze trochę parkowej mnie:
Parkowa pseudoplaża;)
Oczywiście jedzonko - kaloryczne, słodkie, pyszne:)
Na koniec - przebudowujący się Stadion Śląski, który - oprócz Zoo, Wesołego Miasteczka, Planetarium, basenów i skansenu - jest jakby częścią wielkiego parkowego kompleksu.
Miłego tygodnia:***

czwartek, 29 lipca 2010

To, co dobre...

Tydzień temu z żalem pożegnaliśmy się z cudownymi plażami, molem, knajpkami sopockimi, morzem i piaskiem, muszelkami i mewami...
...i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Niewątpliwą zaletą podróżowania własnym środkiem transportu jest możliwość robienia częstych przerw, przystanków, popasów i odpoczynków, gdziekolwiek i kiedykolwiek nam się zapragnie. I my często stawaliśmy sobie w jakimś przyjemnym, ciekawym miejscu, a dwa dłuższe postoje zaplanowaliśmy w Toruniu i Łęczycy. W obu miejscach już kiedyś byliśmy, oba nam się spodobały przed laty, więc postanowiliśmy zajrzeć tam ponownie, zobaczyć, czy i co się zmieniło:)

Toruń ze swoją bajeczną starówką oczarował nas ponownie.
Oczywiście przed dalszą drogą musiałam zajrzeć tu i ówdzie, by uzupełnić zapasy i wzmocnić nadwątlone podróżą siły;)

Przy zamku w Łęczycy właściwie grzech nie stanąć, bo w drodze z Wybrzeża na Śląsk przejeżdża się praktycznie tuż pod zamkowymi murami. Tym razem nie złożyliśmy wizyty niezliczonej gromadzie łęczyckich diabłów zamkowych, muzeum było już zamknięte, ale na dziedzińcu zamkowym zjedliśmy pyszną pizzę w miłej knajpce:)
Cóż, to by było na tyle relacji z urlopu, teraz zostanie mi przeglądanie fotek, wspomnienia i dłuuuugie wyczekiwanie na kolejny wyjazd. I pewnie jeszcze nie raz wrzucę tu z tęsknotą jakąś wakacyjną fotkę:)

Miłego oglądania:)
Dla wszystkich klubowiczek - pozdrowienia od rzaby:*

wtorek, 27 lipca 2010

A jeszcze tydzień temu...

Kiedy spoglądam na "moje" szare, bure, betonowe miasto, nie chce mi się wierzyć, że tydzień temu byłam w Gdańsku, kolorowym, pięknym, magicznym...
Uwielbiam, kocham to miasto:)
Zawsze, gdy tu przyjeżdżam, jestem zachwycona, oczarowana, zaczarowana:)
Znajduję "stare" ulubione miejsca, odkrywam z zachwytem nowe...
Tu nie przeszkadza mi tłok, przepychające się tłumy, gwar, tu czas się dla mnie zatrzymuje.
Po uliczkach i zaułkach starówki mogłabym włóczyć się godzinami, zachwycona i oczarowana wciąż od nowa, wciąż nienasycona wrażeń, zapachów, kolorów...
Siedząc w moim betonowym, ponurym klocku będę tęsknić za tymi miejscami...
Już tęsknię...


W czasie nadmorskiego urlopu wybraliśmy się też pieszo plażą do Gdyni.
Jak już pewnie zauważyliście, mój M. rzadko daje się namówić na wspólne zdjęcie.
Więc na fotkach jestem często z obcymi facetami, którzy pozują do zdjęć bez słówka protestu;)

Nie wiem, czy dacie radę wytrzymać to szaleństwo zdjęć, ale w najbliższym czasie nastąpi jeszcze fotorelacja z powrotu, czyli Toruń i Łęczyca:)
Buziaki dla cierpliwych:*

I specjalne podziękowania dla marteniczki i rzaby:**** Jesteście kochane:***