Wyjęłam dziś ze skrzynki na listy kilka kartek świątecznych, rachunek ( jakże by inaczej) i oczywiście wszechobecne reklamowe śmiecie w ilościach ponadnormatywnych. Między innymi ulotkę reklamową nowo otwartego w mojej dzielnicy Studia Urody. Czytam ją sobie, a tam, wśród typowych usług coś takiego:
orientalny masaż wyszczuplający całego ciała bańką chińską.
Wyobraźnia oczywiście zaraz podsunęła mi widok mojego własnego, przeżartego cellulitisem zadka, obłożonego płonącymi bańkami, które to bańki ów zadek bezlitośnie zasysają, tworząc bolesne czerwone kółeczka. Niestety, żeby skutecznie wyszczuplić mój zadek (czytaj: zad), to, co zostałoby zassane do baniek, powinno zostać wycięte:)
Przypuszczalnie ów cudowny zabieg polega na czymś innym, niż sobie wyobraziłam, pewnie ta chińska bańka to jakieś zupełnie inne narzędzie tortur kosmetycznych...Ponieważ jednak nie stać mnie na taki zabieg, na czymkolwiek by on nie polegał, na razie w charakterze wyszczuplacza stosuję metodę napinania mięśni brzucha i pośladków. Znaczy - staram się, bo z reguły o tym prostym ćwiczeniu zapominam. Przypominam sobie o napinaniu zadka najczęściej w kolejce do kasy w markecie. A ponieważ ostatnio ludzi ogarnął przedświąteczny szał zakupowy, kolejki te są całkiem długie i mój tyłek zaczyna boleć od zakwasów. Co oczywiście bynajmniej nie oznacza, że zmniejszył swą objętość, niestety.
Dzisiejsze nabytki. Trzeba wykorzystać okazję, bo wyprzedaż w Matrasie jutro się kończy. Za te książki zapłaciłam 24 złote. I kupiłam jeszcze kilka, które mi się dublują, z przeznaczeniem na prezenty.
J 7, 40-53
11 godzin temu